Zbliżają się wakacje – to świetna okazja na zaprzyjaźnienie się z Warszawą!

Lato w Warszawie jest piękne. Duże znaczenie odgrywa tu fakt, że po pierwsze mamy całkiem sporą rzekę i dużo terenów zielonych wokół niej. Po drugie, Warszawa jest miastem bardzo zielonym z dużą ilością parków i po prostu jest gdzie wypoczywać. Wiem, że dla wielu przyjezdnych Warszawa jest miastem nieprzyjaznym i kojarzy się głównie z labiryntem dworca Warszawa Centralna. Ale Warszawa to nie tylko brudny (fakt, przyznaję) labirynt!

Pamiętam taką scenę sprzed kilku lat. Siedziałem w barze La Playa po praskiej stronie Wisły i cieszyłem oczy przepięknym widokiem na Stare Miasto (LaPlaya leży prawie dokładnie tam, gdzie niegdyś siadywał Canaletto malując epicką panoramę XVIII-wiecznej Warszawy). LaPlaya to bar, gdzie można zamówić coś do picia, nieopodal znajduje się jedna z plaż nad Wisłą. Między barem a plażą jest (może był, nie byłem tam kilka lat) podest zbity z drewnianych desek. Pamiętam, leciała jakaś samba i nagle para siedząca przy stoliku obok wstała i zaczęła tańczyć. Jak oni tańczyli! Wyobraźcie sobie: plaża, samba, plaża, Wisła, Stare Miasto po drugiej stronie. Ten moment był naprawdę zachwycający.

Kiedyś dawno temu kolega z pracy (pracowałem wtedy w polskim oddziale dużej, amerykańskiej firmy) zabrał mnie na lunch. Pojechaliśmy w okolice Cmentarza Powązkowskiego, a dokładnie jego starej, katolickiej części. Niestety, najbliższe otoczenie przepięknego i ważnego dla Polaków cmentarza nie jest ładne. Kwiaty i znicze sprzedawane są w brzydkich budach, nieopodal znajduje się koszmarna samowola budowlana – hotel Czarny Kot. Z tyłu hotelu, przy ulicy Burakowskiej, przejechaliśmy szlaban i nagle znalazłem się w innej rzeczywistości.Pamiętam, że jadłem tam fantastyczne sushi, przygotowywane – a jakże! – przez japońskich kucharzy, pierwszy raz wtedy zetknąłem się z mini zestawami, które przypływały do nas w małych kolorowych miseczkach małymi łódeczkami, płaciło się od ilości zjedzonych miseczek oraz od ich koloru. Pomieszanie miejsc – brzydkich i pięknych, fantastycznych lokalizacji ukrytych gdzieś pomiędzy nieładnymi budami – to także jest Warszawa. Trzeba czasu, by to odkryć.

Praga. Ulica Mińska. Kto był, ten wie, kwintesencja Pragi. Czynszowe ceglane kamienice, sporo alkoholików, bezrobotnych. Biednie. Kto był, ten wie, jak wygląda ulica Mińska.Przy ulicy Mińskiej znajduje się jakieś biuro jakoś pewnie nie istniejącego już przedsiębiorstwa, obok znajduje się szlaban i… znajdujemy się nagle w zupełnie innej rzeczywistości! Dość powiedzieć, że ma tam swoją restaurację Mateusz Gessler. Wrażenie jest takie, jakbyśmy nagle z XIX wieku przenieśli się w wiek XXI. A to wszystko przy tej samej ulicy. Warszawa to miasto pełne kontrastów i powtórzę jeszcze raz – potrzeba czasu, by tego dotknąć.

To tylko kilka przykładów. Kiedyś, gdy mieszkałem jeszcze poza Warszawą i spacerowałem ulicą Freta, do głowy by mi nie przyszło, że będę tam miał apartamenty na wynajem, a okolice ulicy Koźlej, Franciszkańskiej, Ciasnej czy też Nowolipek staną się moim nieomalże drugim domem.

Tego typu historie opowiadam moim gościom, staram się im zaszczepić miłość, a przynajmniej sympatię do tego miasta. Zapraszamy do naszych apartamentów na doby!

Pozostaw komentarz