Ulica Mińska, Muzeum Neonów, Muzeum PRL, pierogarnia na Mińskiej

Gdzieś już kiedyś pisałem, że Warszawskiej Pragi nie znam i nie czuję. Zawsze przy przekraczaniu Wisły na drugą stronę czuję lekki niepokój. Gdy jeszcze mieszkałem we Wrocławiu, wszystko, co było po drugiej stronie Wisły, to już był “Wschód”. Widocznie coś z tamtych uprzedzeń we mnie zostało. Wszystkie nasze apartamenty na wynajem znajdują się po lewej stronie Wisły.

Praga została wcielona do Warszawy w połowie XIX wieku. Pierwsze murowane domy czynszowe zostały pobudowane jeszcze później – bodajże dopiero w 1891 roku. Co tu dużo gadać, zawsze to była ta biedniejsza, bardziej zaniedbana i bardziej obskurna część miasta.

Jedną z pierwszych osad, które dały początek prawobrzeżnej Warszawie, była osada Kamień, która z czasem stała się Kamionkiem. Dzisiejsze serce kamionka to ulica Mińska i tej ulicy będzie poświęcony ten wpis.

Ulica Mińska nie sprawia dobrego wrażenia. Smutne, szare zaniedbane domy, lekki chaos przestrzenny, trochę pijaczków podpierających bramy. Całość dodatkowo szpeci monumentalny i wyjątkowo brzydki biurowiec GDDKiA. Mimo to, ulica Mińska ma kilka zachwycających sekretów, trzeba tylko wiedzieć, jak i gdzie je odkryć.

Pierwsza niespodzianka to teren SOHO Faktory. Trzeba przejść przez bramę, a jakże, ze strażnikiem (swoją drogą nie znoszę tego, wszeobcni ochroniarze są dla mnie pamiątką mentalną po homo sovieticus). I – tadam! – nagle znajdujemy się w innym świecie. Świetna nowoczesna architektura połączona z postindustrialnym pierwotnym krajobrazem. Restauracja Mateusza Gesslera. Muzeum Neonów. Luksusowe sklepy. To wszystko dosłownie 50 m od bramy i starej kamienicy, w której śmiało można kręcić horrory lub filmy o kapitalistycznym wyzysku w końcu XIX wieku.

Gdy byłem tam po raz pierwszy, byłem w szoku. Po jakimś czasie przywykłem – Warszawa ma znacznie więcej takich miejsc nieoczywistych. Ostatnio pojawiłem się tam specjalnie po to, by zwiedzić Muzeum Neonów.

Samo muzeum nie jest zbyt duże – jest to właściwie jedna wielka hala, gdzie na czarnym tl blado i różnokolorowo świecą się stare neony. Poczułem się nostalgicznie. Przecież większość z nich kojarzę ze swoich lat dziecięco-młodzieńczych! Tu napis “Społem”, tam “Kot w butach”, nieopodal miga na mnie napis “Kino”… Jak to dobrze, że tym, co było niegdyś magią nie daje się odejść w zapomnienie! Zaciekawił mnie fakt, że pierwszy neon rozświetlił Warszawę w 1926 roku. Mi zwiedzanie zajęło ok. 30 min.

Po zwiedzeniu muzeum warto przespacerować się najpierw terenem Soho Factory, później może ulicą Mińską, na koniec warto wejść do Muzeum PRL. Wejście znajduje się na terenie opuszczonej fabryczki, dosłownie vis-a-vis Soho Factory. Muzeum PRL poświęciłem jeden ze swoich poprzednich postów, zatem tu nie będę się za bardzo rozwodził. Jeśli w Muzeum Neonów poczuliście się nostalgicznie, to w Muzeum PRL poczujecie się… jeszcze bardziej. Warto tu przyjść i powspominać, zwłaszcza, jak PRL się pamięta.

Końcowym etapem wycieczki jest Pierogarnie przy ul. Mińskiej – moim zdaniem serwująca najlepsze pierogi w mieście. Tam pierwszy raz jadłem pierogi z grochem – i bardzo mi smakowały!

A może po pysznych pierogach przejść się na ulicę Ząbkowską i zajrzeć na tereny po Fabryce Wódek Koneser i zwiedzić Muzeum Polskiej Wódki? Czyż nie bedzie to koljeny fajny dzień zwiedzania Warszawy, tej mniej oczyistej? Zapraszamy do naszych apartamentów na wynajem!

 

Pozostaw komentarz