Restauracja pod Samsonem na Nowym Mieście

Szedłem ostatnio do baru mlecznego Pod Barbakanem na obiad. Po drodze mignęło mi miejsce, w którym nigdy nie byłem – restauracja Pod Samsonem. Jako, że lubię Samsona (ponoć zabił lwa gołymi rękami oraz pokonał armię wroga oślą szczęką), postanowiłem zajść do restauracji w ramach eksperymentu kulinarnego. Dodatkowo, dowiedziałem się, że dokładnie w tym budynku mieszkał Ernest Hoffmann, którego “Dziadka do orzechów” po prostu uwielbiam – postanowiłem zatem zostać.

Restauracja pod Samsonem – pierwsze wrażenia

Restauracja została otwarta w 1958 roku. Właściwie to widać. Sporo elementów rustykalnych. obsługiwał mnie mocno starszy kelner. Rzuca się w oczy, że nie jest to miejsce otwarte kilka lat temu. W sumie to zaleta. Jeśli bowiem restauracja działa nieprzerwanie od 1958 roku (co później sprawdziłem), musi być w miarę dobra. Zerknąłem na menu, było więcej niż ciekawe! Okazało się, że kuchnia specjalizuje się w daniach polskich i żydowskich. Można spróbować karpia w galarecie (do wódeczki – pycha!), żydowskiego kawioru (drobno posiekana wątróbka), mignął mi też tatar z łososia. Okazało się, że mają menu lunchowe, kotlet schabowy z ziemniakami i kapustą – klasyka klasyki – kosztował tylko 18 złotych. Jako, że byłem w gruncie rzeczy w pracy (czekałem na gości do jednego z naszych apartamentów na wynajem) – postanowiłem zostać.

Ogródek letni

W poszukiwaniu toalety spenetrowałem teren restauracji i chwilę porozmawiałem z kelnerem, okazało się, że restauracja dysponuje aż trzeba salami! Oczywiście, jako że było lato, i tak większość gości siedziała w ogródku letnim. Ja też. W oczekiwaniu na obiad i popijając piwo miałem okazję poprzyglądać się ludziom spacerującym ulicą Freta. Pamiętam czasy, gdy turystów w Warszawie i w Polsce praktycznie nie było. Jak to dobrze, że te czasy minęły, mam nadzieję, bezpowrotnie i widzimy w naszych miastach tłumy turystów zwiedzających, wydających pieniądze, poznających historię Polski.

Przestudiowałem też z nudów menu. Rzuciły mi się w oczy niskie ceny. Na przykład danie z kaczki za 30 złotych, befsztyk z polędwicy za 35 złotych – chyba nigdzie taniej nic równie dobrego nie znajdziemy. A jako, że na wynajmie apartamentów nie zarabia się kokosów, myślę, że pojawię się tu jeszcze nie raz.

Po kilku minutach oczekiwania dostałem swój zestaw lunchowy: kotelt schabowy z ziemniakami z wody i kapustą. Powiem tak: była to klasyka klasyki. Trudno sobie wyobrazić bardziej polski obiad. Do tego zimne piwo – byłem uraczony.

Z pewnością Restauracja pod Samsonem zasługuje na to, by do niej wrócić. Jest to polska klasyka z elementami żydowskimi może nie w najlepszym, ale z pewnością w dobrym, tradycyjnym wydaniu. Okazję będę miał już niedługo, umawiam się z kolegą nie wieczór pewnie tu wpadniemy.

Dodatek

P.S. Edit 2 tygodnie poźniej. Za drugim razem było niestety gorzej. Wieczór zepsuł nam kelner. Był po prostu niemiły. W restauracji nie było tłoku, ale czekaliśmy naprawdę długo na obsługę. Poczułem się trochę jak w “Gospodzie pod Kogutem” – kuchnia dobra, ale obsługa pozostawia wiele do życzenia. Z kolegą poszliśmy do pubu “Baryłka” – legendy Mariensztatu. W sumie dalej uważam, że restauracja Pod Samsonem jest OK, ale czar niestety prysł.

Jeśli jesteśmy na nowym miejscu, warto zajrzeć do 3 muzeów w pobliżu – przeczytaj recenzję tutaj.

Z kolei jeśli lubisz Warszawę, zerknij do parku miniatur na Krakowskim Przedmieściu – warto! Kliknij tutaj.

Restauracja pod Samsonem

Restauracja pod Samsonem