Jak to się stało, że wynajmujemy apartamenty na wynajem?

Dzisiejszy wpis będzie miał charakter mocno osobisty. Często jestem bowiem pytany, dlaczego zajmuję się wynajmem apartamentów? Co się stało, że dyrektor w dużej korporacji nagle rzuca wszystko, by wynajmować kilka mieszkań? Czy tego typu działalność przystoi poważnemu i poważanemu niegdyś managerowi? Co może być fajnego w wynajmowaniu apartamentów na doby?

Aby odpowiedzieć na te wszystko pytania, muszę zacząć swoją opowieść od początku. Ukończyłem studia humanistyczne we Wrocławiu, w tym mieście zresztą się wychowałem i przeżyłem pierwsze 35 lat swojego życia. Po studiach jakoś tak się złożyło, że zamiast zajmować się Platonem i Arystotelesem, zacząłem pracować w firmach informatycznych, chwilę później – internetowych.Później, w 2006 roku, otrzymałem tzw. propozycję nie do odrzucenia od pewnej znanej amerykańskiej firmy i przeniosłem się do Warszawy (będąc ścisłym: pod Warszawę), gdzie mieszkam do dzisiaj.

Bywałem przedtem w Warszawie często, ale nie przepadałem za tym miastem. Zawsze miałem ileś tam spotkań biznesowych umówionych, zawsze się gdzieś spieszyłem, w podziemiach Dworca Centralnego zawsze się okazywało, że moje spieszenie się to małe piwo w porównaniu z galopem ludzi tam biegających… Jednym słowem, opinię o Warszawie miałem mierną, przyjechałem tu, co tu dużo gadać, ale kariery i możliwości, jakie oferował mi nowy pracodawca.

W amerykańskiej korporacji (nie chcę tu robić ani sobie, ani firmie kryptoreklamy) przepracowałem łącznie 8 lat, z czego ostatnie półtora roku – w Irlandii, gdzie pracowałem na sześciu rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Wróciłem z rodziną do Polski w 2014 roku i po naprawdę długich i pięknych wakacjach podjąłem pracę w polskim portalu internetowym.

Po 8 latach pracy w Polsce i Irlandii dysponowałem pewnymi oszczędnościami, postanowiłem, po spotkaniu i za radą jednego z prezesów banku, skorzystać z usług private bankingu. Pan prezes (poznany na jakimś biznesowym spotkaniu) rekomendował mi naprawdę dobrego opiekuna klienta, ten z kolei zaangażował kilkunastu wybitnych analityków rynku, stworzony dla mnie mega bezpieczny pakiet inwestycyjny, bank pamiętał o mnie przed świętami.. Niestety, analitycy dziwnym trafem pomylili się i po roku zamiast być kilka procent do przodu, byłem kilka procent do tyłu.

Postanowiliśmy z żoną kupić mieszkanie na wynajem, z bankiem i bankierami nie chciałem mieć już nic wspólnego. Kupiliśmy mieszkanie przy ulicy Koźlej na Nowym Mieście – nasz pierwszy apartament na wynajem. Nazwaliśmy go Chopin Apartment Warsaw, zaś wystrój nawiązywał do naszego wielkiego kompozytora, tak mocno przecież związanego z Warszawą. Mieszkanie składa się z dwóch dość małych, ale funkcjonalnych pokoi, kuchni, łazienki i przedpokoju i jest przeznaczone dla czterech osób.

Szczerze mówiąc, zabieraliśmy się do wszystkiego metodą prób i błędów. Pierwsze prania i sprzątania robiliśmy po prostu sami. Dbaliśmy o naszych gości może nawet przesadnie.

Co mi się w tym nowym zajęciu (jeszcze nie pracy) podobało? Możliwość kontaktu z ludźmi, możliwość mówienia i pisania po polsku, angielsku i rosyjsku.Fakt, że spotykałem ludzi zrelaksowanych (co za przeciwieństwo w stosunku do ludzi z korporacji!), którzy oczekiwali od mojego apartamentu i od Warszawy miłego spędzenia czasu. Czego nie lubiłem i nie lubię? Ludzi, którzy nie szanowali pracy, jaką włożyłem z calkowity remont mieszkania. Ludzi niesłownych, nie szanujących mojego czasu, spóźniających się na zameldowanie. Tak czy siak, bilans wypadał na plus, zdecydowana większość gości naszego apartamentu była naprawdę super (tak jest zresztą do dziś).

W międzyczasie rozstałem się z polskim portalem i coraz mocniej zacząłem myśleć o tym, by zupełnie przestać pracować dla kogoś. Postanowiliśmy kupić drugie mieszkanie, całkiem obok, przy ulicy Franciszkańskiej, nazwaliśmy je Studio Chopin Warsaw. Elementy wystroju także nawiązują do naszego wielkiego Fryderyka, natomiast samo mieszkanie jest mniejsze i przeznaczone dla trzech osób.

W 2017 roku mieliśmy zatem dwa mieszkania na wynajem i okazało się, że w dobrych miesiącach (czerwiec-wrzesień) dochód z mieszkań wystarcza na skromne utrzymanie się. W międzyczasie uczyliśmy się z żoną biznesu, pojawiła się profesjonalna pralnia (domowa pralka przestała wystarczać), pojawiły się pomysły zrobienia strony internetowej etc.

Jesienią 2017 roku kupiliśmy trzecie mieszkanie na wynajem – w sąsiedztwie dwóch pozostałych. Nazwaliśmy je Studio Warszawa – nazwa nawiązuje oczywiście do Warszawy, które szczerze przez ostatnich 12 lat pokochałem (miłość do Warszawy to temat na zupełnie oddzielny wpis – to miasta straszliwie poharatane przez historię, symbol niezłomności i zwycięstwa życia nad śmiercią – przynajmniej dla mnie). Studio Warszawa to niewielkie studio na wynajem przeznaczone dla dwóch osób. Ciekawostką jest fakt, że to jedyne mieszkanie, w którym o design zadbaliśmy samodzielnie, nie pomagał nam żaden architekt wnętrz. A efekt jest naprawdę super 🙂

Czwarte mieszkanie, Polin Apartment, jest ulokowane nieco dalej, na warszawskim Muranowie. Kto nie był, niechaj zajrzy na Muranów, na zgliszczach getta arch. Bohdan Lachert stworzył naprawdę bardzo piękną i funkcjonalną dzielnicę mieszkaniową. Nasz wybór padł na ulicę Nowolipki – przed wojną najbardziej znaną ulicę żydowską, na której można było kupić dosłownie wszystko, dzisiaj – zieloną ulicę zabudowaną 70-letnimi kamienicami.

Mamy zatem dzisiaj cztery apartamenty na wynajem, trzy w najbliższym otoczeniu Starego Miasta, czwarte – przy ulicy Nowolipki, blisko Jana Pawła II i licznych sklepów i restauracji.

Gości cały czas mamy miłych i wspaniałych. Pani sprzątająca stara się i bardzo ją polubiliśmy. Ja osobiście zajmuję się komunikacją z naszymi gośćmi oraz tym, co lubię najbardziej – poznawaniem Warszawy, a naprawdę historię Warszawa ma fascynującą. Na dzisiaj więc moim życiem jest wynajem apartamentów na doby i mam nadzieję, ze nasi goście nasze starania docenią.

 

Pozostaw komentarz