Dlaczego porzuciłem Wrocław na rzecz Warszawy?

To będzie kolejny wpis o charakterze mocno osobistym. Jak to się stało, że zostałem (nie zawaham się użyć tego słowa) Varsavianistą?

Dla większości Polaków najpiękniejszymi miastami są Kraków i Wrocław. Potem dochodzą jeszcze Gdańsk, Toruń, może Lublin czy Rzeszów. Warszawa nie jest zbyt wysoko w rankingu ulubionych miast. Trzydzieści pięć lat mieszkałem we Wrocławiu, miastu dla wielu numer jeden, z przepięknym rynkiem i ratuszem. Od dwunastu lat mieszkam pod Warszawą, w Warszawie wynajmuję apartamenty na doby i bywam tam praktycznie codziennie. Dzisiaj trudno by mi było z powrotem wrócić do Wrocławia. Dlaczego? Wydaje mi się, że rzecz się kryje w mojej miłości do historii, a ta w Warszawie wyziera z każdego praktycznie zaułka.

Co by bowiem nie mówić, historia Wrocławia to historia miasta pogranicza – są wątki polskie, są – czeskie, ale najwięcej jest niemieckich. Historia Warszawy natomiast to historia Polski – w każdym możliwym wymiarze.

Większości ludzi wydaje się, że Warszawa jest stolicą Polski od 1596 roku. To błąd. Jeszcze w XVIII wieku nikt zdrowy na umyśle nie mówiłby o Warszawie jako o stolicy – było to miasto rezydencjonalne króla Polski. Stolicą pozostawał Kraków. Wszyscy polscy królowie ze Stanisławem Augustem Poniatowskim włącznie insygnia królewskie otrzymywali na Wawelu. Później była często wielomiesięczna podróż do Warszawy z triumfalnym przekroczeniem nie istniejącej dziś Bramy Krakowskiej (brama ta była na końcu Krakowskiego Przedmieścia, przy placu Zamkowym).

I paradoksem jest fakt, że Warszawa rozkwitła pod rządami tych królów, których nie wspominamy mile – Sasów. Właściwie dopiero wtedy Warszawa nabrała wielkomiejskiego charakteru, co zresztą pięknie pokazał nieco później, już pod rządami Poniatowskiego, Canaletto. W sensie formalnym Warszawa stała się stolicą dopiero w okresie Księstwa Warszawskiego.

Tego typu historii o Wrocławiu praktycznie nie znam. Przeczytałem “Mikrokosmos” Davisa od deski do deski ale ta książka mnie tak nie poruszyła – to jest historia miasta środkowoeuropejskiego doświadczanego wojnami, którymi Polska i Polacy nie żyli, jak chociażby wojną 30-letnią czy, wcześniej, wojnami husyckimi. W czasie wojny 30-letniej w Polsce ważniejszy był Chmielnicki i problem Kozaczczyzny.

Druga wojna światowa w Warszawie jest widoczna do dzisiaj. Wrocław zabliźnił swoje rany. W Warszawie są one nadal mocno widoczne. Kolejnym paradoksem łączącym oba miasta jest fakt, że po 1945 roku rozebrano sporo pięknych budynków – cegła szła na odbudowę Warszawy.

Spacerując Warszawą chodzimy po historii Polski. Serce Chopina i Sobieskiego, Konstytucja 3 Maja, Arsenał i Powstanie Listopadowe, marsz Szarych Szeregów – to wszystko odbyło się właśnie tutaj. Odkrywam to miasto wciąż na nowo i ciągle wydaje mi się, że na odkrycie wszystkiego może nie starczyć mi życia. Tym bardziej zachęcam do odwiedzenia Warszawy – ciężko być Polakiem i tego miasta nie znać. I nie lubić.

Pozostaw komentarz