hrabina Aleksandra Potocka, ulica Nowolipki oraz Magda Gessler – co mają wspólnego ze sobą?

Ja wiem, że się powtarzam, ale trudno: nasze najnowsze i jak dla mnie najładniejsze mieszkanie na doby znajduje się przy ulicy Nowolipki. W rezultacie historią ulicy jestem głęboko zafascynowany. Z tego powodu zainteresowałem się pewną hrabiną. Niewątpliwie Aleksandra Potocka była doprawdy bardzo ciekawą osobą.

Hrabina Aleksandra Potocka

Przy ulicy znajduje się kościół Św. Augustyna ufundowany przez hrabinę Aleksandrę Potocką w 25 rocznicę śmierci jej męża. Kościół miał historię burzliwą, zostańmy jednak na chwilę przy hrabinie Potockiej.

aleksandra potockaZ pewnością była to osoba niezwykle majętna. Należał do niej m.in. Wilanów. Był to na owe czasy potężny majątek ziemie przylegające do majątku rozpoczynały się na rogatkach Warszawy a kończyły na wysokości Góry Kalwarii. Hrabina Aleksandra Potocka z pewnością zasługuje na oddzielny wpis na blogu: dwórka na cesarskim dworze w Petersburgu, wychowana przez rodzinę Branickich, po poślubieniu Andrzeja Potockiego wspólnie gruntownie przebudowali Wilanów. Hrabina aktywnie była z zaangażowania w filantropię (m.in. wspierała Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności), ona wreszcie zleciła przebudowę klasycystycznego kościoła w Wilanowie na styl neorenesansowy. Pochowano ją w krypcie Potockich na Wilanowie, warto tam się udać!

Konstanty Potocki vel. Kocio

Z hrabiną Potocką i Wilanowem związana jest bardzo ciekawa anegdota. Otóż hrabina będąc już w wieku podeszłym i będąc bezdzietna postanowiła zabezpieczyć sukcesję Wilanowa w testamencie. Jej ulubieńcem był jej bratanek, hrabia Konstanty Potocki, nazywany Kocio i to na niego pierwotnie padł wybór. Niestety, hrabia Konstanty miał skłonności do hulaszczego życia i alkoholu, zaś hrabina, co tu dużo gadać, pod koniec życia obsesyjnie uczęszczała do kościoła i była potężną dewotką.

Pewnego razu w Wilanowie odbyło się przyjęcie. Przyszedł na nie też hrabia Konstanty. Hrabina lubowała się wtedy w prostej kuchni. Jest ona między innymi wynalazczynią zupy nic (o tym deserze i moim z nim doświadczeniu będzie nieco dalej). Hrabia, nieco wczorajszy, nienawykły do jedzenia prostego, wiejskiego jedzenia, gdy go zapytano, czy smakowała mu zupa-nic, odparł:

Za taką smaczną zupkę,

Ucałuję ciocię w dupkę!

Zapadła konsternacja. Hrabina, nienawykła do tak rubasznych i wulgarnych odpowiedzi, nie wyrzekła ani słowa i opuściła salę. Następnego dnia pojawił się notariusz i hrabina cały Wilanów przepisała rodzinie Branickich, która zarządzała nim aż do 1945 roku. Hrabia Konstanty vel. Kocio swoją szansę zaprzepaścił.

Zupa-nic z kolei to wspaniały deser, mleczno-jajeczna konsystencja z dodatkiem cukru waniliowego jest naprawdę przepyszna! Pierwszy i jedyny raz w swoim życiu jadłem ją w Restauracji u Fukiera na warszawskim rynku Starego Miasta. Jest to, jak wiadomo, czołowa restauracja prowadzona przez Magdę Gessler. Za telewizyjnym wizerunkiem Magdy Gessler nie przepadam. Muszę jednak przyznać, że obiad w Restauracji u Fukiera był niesamowitym doświadczeniem, a zupa-nic jego zwieńczeniem.

Stare Miasto oczywiście znajduje się bardzo blisko naszych apartamentów na wynajem, może więc warto choć raz zupę-nic spróbować?

Zapraszam do restauracji “U Fukiera” – trzeba tylko pamiętać o grubym portfelu 🙂 – kliknij tutaj.

Jeśli z kolei interesuje Państwa dobra kuchnia, może warto się przejść do Hali Koszyki lub Hali Gwardii? Zapraszam do wpisu o tych miejscach tutaj.

Pozostaw komentarz